wtorek, 6 lipca 2010

Pierwsza część przygotowań: szczepionki i leki antymalaryczne

Marzyliśmy o podróży do Ameryki Łacińskiej. Ale nie bardzo wiedzieliśmy jak się do tego zabrać. Przygotowywaliśmy się do niej trochę na chybił trafił. Szukając czegoś w Internecie, na forach internetowych. Nie mieliśmy znajomych, którzy by już podróżowali w tym kierunku. Większość informacji była dla nas zbędna z powodu braku funduszy. Jedną z rzeczy w które zainwestowaliśmy były szczepionki. Po wydaniu na nich ponad 1000 pln stwierdziliśmy, że teraz to już musimy pojechać. Robiliśmy je w Gdyni w Portowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej, na ul. Kontenerowej 69, aby mieć Międzynarodowe Książeczki Szczepień (takie żółte). Jednak nie były one od nas wymagane nigdzie. Nawet do Ekwadoru, gdzie niby nie można wjechać bez szczepienia na Żółtą Febrę. Miejmy nadzieję, że przydadzą się w przyszłości.

Szczepionki

Żółtaczka typy A i B – koszt 3 dawki po 150 pln. Drugą dawkę przyjmuje się po miesiącu od pierwszej dawki, a trzecia po pół roku. Nie ma problemu, żeby wydłużyć ten czas do 12 miesięcy. Było to dla nas o tyle ważne, że nie wiedzieliśmy czy do tego czasu wrócimy.
Żółta febra -120
Tyfus (dur brzuszny) cena 130 pln
Tężec, Błonica - 10-25 pln
Polio – 50 pln

To są ceny, które zapłaciliśmy, ale są różnice w kosztach szczepień w zależności od miasta, a czasem punktu.

Malaria

Na malarię nie ma szczepionki. Można przyjmować lekarstwa. Ale i one nie są zalecane, jeżeli planuje się pobyt powyżej 6 miesięcy. Najczęściej polecany jest Malarone. Ale jest on również bardzo drogi. Znany jest również lek Lariam, ale jest on polecany raczej w krajach Afrykańskich i w Indiach. Różne szczepy malarii są odporne na różne lekarstwa.
My używaliśmy doksycykliny. Jest to antybiotyk na wiele różnych bakterii (przy okazji byliśmy zabezpieczeni przed biegunkami pochodzenia bakteryjnego). Ale plan naszej podróży musiał być dostosowany do obszarów zagrożenia malarycznego. Nie mogliśmy w nich przebywać zbyt długo, bo nie mogliśmy brać tych lekarstw przez cały czas. Doksycykliny trzeba przyjmować codziennie. Na tydzień przed przyjazdem do sfery malarycznej i miesiąc po. My nie odczuliśmy właściwie żadnych skutków ubocznych, choć na pewno tak długie przyjmowanie antybiotyku nie pozostało bez wpływu na organizm. Przyjmowaliśmy ochronnie probiotyki – trzeba szukać takich, które mogą być przechowywane w wysokiej temperaturze. W razie zachorowania trzeba powiadomić lekarza jaki lek się stosowało zapobiegawczo, bo nie można użyć go wtedy do leczenia. Zasadniczo te leki nie chronią w 100% tylko przeciwdziałają potencjalnemu rozwinięciu się choroby. Dlatego osoby wybierające się na dłuższy okres czasu do sfery malarycznej, nie powinny się zabezpieczać. I tak zachorują, a im szybciej się uodpornią, tym lepiej.

Środki na komary

Witaminy z grupy B – podobno działa, nie wiem czy bez niej nie byłoby jeszcze gorzej ;)
Wszystkie możliwe środki odstraszające komary (repelenty) z jak największą ilością substancji o skrócie DEET. Na miejscu były dostępne dwa rodzaje OFFa z tą substancją – pomarańczowy i zielony. Ale rzadko, więc jak się już go widzi to lepiej kupić. No chyba, że mamy zapas swojego. Z Polski wzięliśmy Muggę. W sprzedaży jest jeszcze Mosquitex. Na allegro bywa DEET 100% podobno, ale go nie testowaliśmy. Raczej poleca się, by środki odstraszające komary miały formę balsamu – wtedy mamy większą kontrolę nad rozprowadzeniem. Preparaty z DEETem naprawdę działają. Jednak przy niższych stężeniach czas działania skraca się do 6 godzin – trzeba o tym pamiętać w nocy. Podobno powyżej stężenia 50% czas działania już się nie wydłuża, ale nie mieliśmy do czynienia z tak dużymi stężeniami tego środka.
Wieczorem nie wychodzić z domu, a jak już to w długim rękawie. Ale tak naprawdę to w trakcie podróży nie napotykaliśmy znowu niesamowitych chmar komarów. No może czasami. Wszystko zależy od realnego celu naszej podróży. Z perspektywy Lekarzy medycyny podróży podróż po tamtych terenach to ciągła podróż w dżungli. I tak geograficznie istotnie jest. Jednak naprawdę inaczej jest gdy skupiamy się na odkrywaniu dzikich lądów, niż gdy podróżujemy do miejsc odwiedzanych przez turystów. Wiele osób w ogóle się nie zabezpiecza i żyje. Ale zdecydowanie trzeba uważać w końcówce pory deszczowej.
Najlepiej sprawdzić informację o bieżącym zagrożeniu malarią na mapie WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) i razem z nią planować wycieczkę. Bardziej ogólne mapy wskazują całe kraje jako obszary z bardzo wysoką możliwością zachorowania na malarię, a tymczasem często okazuje się, że tak zagrożony jest jeden region, do którego nie jedziemy, albo możemy z odwiedzenia go zrezygnować.

Przed podróżą potrzebne jest spotkanie z lekarzem medycyny podróży. Nie miejmy jednak złudzeń, że są to ludzie, którzy wiedzą jak wygląda realne podróżowanie w każdej części świata. Często warto poszukać samemu jakie leki najbardziej nam odpowiadają. Poczytać o efektach ubocznych i przede wszystkim samemu dokładnie sprawdzić, czy dana szczepionka lub lekarstwo na malarię jest nam niezbędne na danym obszarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz