piątek, 16 lipca 2010

Co brać a co jest kompletnie bezużyteczne

Zacznijmy od tego co bez sensu:
-> namiot – kilka razy ratował nam życie i może dla tych kilku razy było warto, ale nie oszukujmy się, tam kamping to hamak. Można kupić go na miejscu, albo taką sportową superlekką wersję w sklepie sportowym
-> sprzęty, które nie działają przy napięciu 110 V (radzę sprawdzić ładowarki, depilatory)
-> adapter sieciowy, dzięki któremu możemy korzystać z różnych końcówek (ona nam nie zmieni napięcia wbrew temu, co obsługa sklepu może nam próbować wcisnąć). Najtaniej chyba na allegro – w okolicach 11 pln. Ale ostatnio widziałam w Saturnie – staje się to coraz powszechniejsze – tak jak i podróże.
-> kiepskiego telefonu – moja Nokia działała tylko w Gwatemali i Costa Rice, ale te współczesne chyba już są lepiej dostosowane.
-> Więcej niż dwóch zmian ubrań
-> Szamponu do włosów – we wszystkich tych krajach można kupować bez problemu jednorazówki i tak robią ludzie, którzy tam mieszkają, bo cena za zbiorczy pojemnik wcale nie jest niższa. Lepiej mieć coś na początek, zanim nie zaczniemy się orientować gdzie co jest.
-> Kompas – jeżeli nie bierzemy bardzo dokładnych map. My dostaliśmy w prezencie i się nie przydał. Ale miejmy nadzieję, że przyda się w przyszłości.
-> Kropli do uzdatniania wody – zanim były przydatne, wylała się zawartość jednej z buteleczek. Po prostu lepiej dbać o czystą wodę. Co nie jest trudne, chyba że zapuszczamy się samotnie w dżunglę, czego nie radzę.



Co brać
-> śpiwór – oprócz terenów wyżej położonych, gdzie jest zimno, przydaje się w podróży. Jeżeli autobus ma klimatyzację to jest ona włączona na maxa. To chyba jest dodatkowa atrakcja w krajach, gdzie temperatura rzadko schodzi poniżej 30 stopni. Ludzie ubierają się ciepło tylko przed wejściem do autokaru.
-> Buty trekkingowe –nawet jeśli jest gorąco, jeżeli zamierzamy chodzić nawet na niewinne z pozoru wycieczki w góry lepiej je mieć. Zbędne jeżeli planujemy podróż kulinarną i tym podobne.
-> Plastry w dużej ilości
-> Lekarstwa na malarię o czym pisałam w poprzedniej notce
-> Krem z filtrem maksymalnym możliwym, nie od razu możemy trafić na sklep z brokerami, a od razu się przyda. Ale nie przesadzajmy, w miastach można je kupić.
-> Repelenty
-> Węgiel (jeżeli nie bierzemy innych leków najlepszy, bo wszystko wchłania i wydalamy niezależnie od przyczyny zatrucia - ale przy braniu leków na malarię lub innych odpada, bo je również wiąże), stoperan lub podobne, inne leki na zatrucia (oddzielnie od ameb, oddzielnie od bakterii), i uzupełniające elektrolity; ewentualnie zapobiegawczo probiotyki
-> Leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe
-> Leki na otarcia, odparzenia, oparzenia – np. Trilac, Oxycort, Panthenol
-> Woda utleniona w żelu (wygodniejsza)
-> Witaminy z grupy B na komary
-> Nakrycie głowy (najlepiej z większym rondem)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz